Lubasz z perspektywy Wysp Brytyjskich

19.02.2021
#wywiad #lubasz

Każdy z nas ma w rodzinie lub wśród znajomych, osoby które postanowiły wyjechać z kraju. Jak wygląda współczesne życie na emigracji? Co o polskiej kuchni myślą Anglicy? Czy Kamil Grosicki, to rzeczywiście "Turbogrosik"? Z pochodzącym z Lubasza, od blisko pięciu lat prowadzącym w Hull, w Anglii wraz z żoną restauracje "Izabella" Radosławem Sobotą rozmawia Szymon Szwed

REKLAMA

Radek, rzadki to widok ale jesteś w Lubaszu. Cieszę się bo jest szansa porozmawiać, najpierw zapytam o zdrowie i czy wróciłeś na stałe?

Witam serdecznie. Dziękuję u mnie jak i rodziny wszystko w porządku, wszyscy zdrowi na szczęście, jeśli chodzi o to  że jesteśmy w Lubaszu to tak z racji pandemii pojawiła się możliwość przyjazdu do Polski na święta pierwszy raz od wyjazdu do Wielkiej Brytanii w 2007 roku i grzechem byłoby nie skorzystać z okazji spędzenia świąt z rodzicami, rodziną. Przyjechaliśmy na początku grudnia i w planie było wracać zaraz po nowym roku, ale że na wyspach lockdown został przedłużony to zostajemy jeszcze trochę. No i niestety będziemy zmuszeni wracać, zaraz po tym jak otworzą się szkoły, teraz dzieci uczą się zdalnie.

Urodziłeś i wychowałeś się w Lubaszu, od kilkunastu lat mieszkasz na Wyspach Brytyjskich. Jak Lubasz wygląda, jak się zmienił z Twojej perspektywy?

Tak wychowałem się w Lubaszu, tutaj jest moje serce, uwielbiam wracać do Lubasza, aż nie mogę uwierzyć jak bardzo Lubasz się rozwija, okoliczne pola po których biegaliśmy, były naszym placem zabaw teraz wszędzie są nowe piękne domy, nowe ulice, osiedla, sklepy, boiska, orlik, kort tenisowy, skatepark jak szybko to wszystko się zmienia. Za naszych czasów braliśmy piłkę i graliśmy gdzie się dało. Teraz dzieci mają dużo możliwości, ale nie umieją tego docenić. Jezioro i ośrodek, który jest naszą największa atrakcją w końcu zaczyna rozkwitać ponownie mam nadzieję, że lata świetności wrócą, ze turystyka się rozwinie. Jest piękne zaplecze sportowe, są domki holenderskie, pole namiotowe, plac zabaw, wróciły koncerty i zabawy, widziałem ze w planach jest remont pomostu, przydałoby się go powiększyć, pojawiło się zaplecze gastronomiczne, wszystko idzie w dobrym kierunku, mam nadzieję że w przyszłości pojawi się więcej zlotów samochodowych czy motocyklowych, że wrócą do nas kolonie szkolne, cykliczne zabawy nad jeziorem.

Kilka lat temu podjęliście z żoną decyzję o otwarciu restauracji w Hull. Skąd pomysł, jak prowadzi się działalność gospodarczą za granicą?

Wyjechałem w 2007 roku, żona z córką dotarły do mnie rok później, ja jestem kucharzem z zawodu, przed wyjazdem pracowałem w kilku bardzo dobrych restauracjach w okolicy. Pierwsze szlify zbierałem w Zajeździe Meteor, później pracowałem w kilku restauracjach, kończąc na 4 gwiazdkowym Hotelu Habenda. Pierwszą pracę na wyspach podjąłem w fabryce, ciężko pracowaliśmy z żoną, a moim cichym marzeniem było posiadanie własnej restauracji. Po ponad 3 latach podszkoliłem język na tyle, że mogłem wrócić do gastronomii, podjąłem pracę kelnera i znowu robiłem to co kochałem. W międzyczasie poznałem osobę, która miała własną restaurację i wtedy pojawił się pomysł, a może i ja spróbuje? Na początku kwietnia 2016 roku otworzyliśmy własną restaurację. nie było i nie jest łatwo utrzymać się na rynku, ale chyba najgorsze mamy za sobą. Ja jestem życiowym optymistą, nie lubię się poddawać a im jest ciężej tym większą mam satysfakcję, że nam się udaje, kolejne marzenie spełnione. Mieliśmy dużo problemów po drodze, po dwóch latach rozkręcania, kiedy zaczynało robić się "dobrze", właściciel, Polak wypowiedział nam umowę z dnia na dzień. Dwa lata pracy musieliśmy zwinąć w 12 godzin i się wyprowadzić, myśleliśmy, że to koniec ale nasi klienci, znajomi i przyjaciele zaczęli wydzwaniać, pisać smsy żebyśmy się nie poddawali, że oni nam pomogą i będą z nami. To dało nam kopa i w miesiąc znaleźliśmy nowy, lepszy, większy lokal. Ludzie przychodzili nam pomagać malować, sprzątać, dekorować, a po ośmiu tygodniach „Izabella” była znowu otwarta. Uwierzyliśmy w ludzi, w ich dobro. Czas pokazał, że zmiana wyszła nam na lepsze. Uważam że prowadzenie restauracji na wyspach jest prostsze niż w Polsce tam wszystko załatwia się w ciągu kilku chwil maksymalnie dni, nikt się nie czepia jak w kraju.

Styczeń to Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, wiem że byłeś zaangażowany w organizację tego wydarzenia w Hull. Jak Orkiestra przez te lata grała u was?

Z Orkiestrą gramy od 19 finału i z roku na rok bijemy kolejne rekordy, zaczynaliśmy od zebrania 1540 funtów, w ubiegłym roku było ponad 16500 funtów. Pracowałem w sztabie, kilka lat byłem szefem. Udało nam się organizując koncerty, ściągnąć dziesiątki zespołów między innymi De Mono czy Sumptuastic, ludzie zawsze dopisywali i chętnie wrzucali pieniądze do puszki. W tym roku przez pandemie były tylko puszki elektroniczne, ale mamy nadzieję, że za rok będzie wieki huczny 30 finał.

Kamil Grosicki, mieliście okazję poznać się podczas gry naszego reprezentanta w zespole piłkarskim Hull. Czy Kamil Grosicki to rzeczywiście "Turbogrosik"?

Mieliśmy przyjemność poznać i gościć Kamila Grosickiego po transferze do Hull City. Skorzystał z naszego zaproszenia do restauracji, bardzo fajnie przywitał się z kibicami. Przyszły setki ludzi, a restauracja jeszcze nigdy nie była tak pełna. Zrobiliśmy mu mega przywitanie, kibice zaśpiewali hymn Polski, aż łezka mu się w oku zakręciła. Zaprzyjaźniliśmy się, Kamil zapraszał nas praktycznie na każdy mecz ligowy w Anglii, na Stadion Narodowy też nas zabrał, czy ma turbo? Kto oglądał to wie że tak.

Wracając do restauracji, co Anglicy myślą o polskiej kuchni i polskich produktach, które znajdowały się w waszym menu. Czy po nasze grzyby latałeś specjalnie samolotem?

Anglicy są zaskoczeni, że polskie jedzenie jest aż tak dobre, przyprawione i bogate, a menu szerokie. Najtrudniej jest przyciągnąć ich pierwszy raz. Później milo się patrzy, kiedy przychodzą z nowymi znajomymi. Jesteśmy blisko 5 lat na rynku, wiec nasza marka jest już rozpoznawalna Na przystawkę – starter, każdy u nas dostaje polski domowy chleb, smalec i ogórki kiszone Oczywiście wszystko z polskich produktów, a smalec, ogórki sami robimy i to zawsze wywołuję zaskoczenie jakie to jest dobre. Po polskie grzyby najczęściej kurki i prawdziwki, rzeczywiście latałem wielokrotnie samolotem. Często raz na tydzień. Nic nie przebije naszych świeżych grzybów z Puszczy Noteckiej, jaki ubaw mieli strażnicy na lotnisku jak miałem 2 pełne walizki kurek i nic więcej. Kurki podawaliśmy na grzance z cebulką i pietruszką smażone na maśle, lub polędwiczki wieprzowe w sosie kurkowym, w poprzednim roku sprzedaliśmy ponad tonę kurek jak na małą restauracje to bardzo dużo zwłaszcza, że to danie sezonowe.

Jak ty, rodacy za granicą oceniacie Brexit?

Wolę się nie wypowiadać. Teraz są zdziwieni dlaczego tak drogo, albo dlaczego tej firmy już nie ma. Decydenci mogli pomyśleć wcześniej.

Masz w planach organizację spotkania klasowego naszego rocznika, absolwentów Szkoły Podstawowej w Lubaszu. Na ile to realne?

Od dawna mam takie plany, niestety na ogół jesteśmy w Polsce tylko kilka dni i ciężko, teraz pandemia. Kiedy się wszystko uspokoi to na pewno się zobaczymy, żeby pogadać co słychać jak się nie jest w Lubaszu na co dzień, to miło jest spotkać znajomych i porozmawiać, wiem że nie będzie łatwo, każdy pracuje, dużo osób wyjechało, część jak ja jest za granicą no ale wierzę że się uda.

Co czujesz mieszkając tyle lat za granicą? Czy jesteś w stanie określić swoje miejsce na ziemi? Jakie plany na najbliższy czas?

Moim miejscem na ziemi był, jest i będzie Lubasz. Mieszkam w Hull od wielu lat, nasz syn urodził się w Wielkiej Brytanii, dzieci chodzą do szkoły, tam pracujemy, mamy dom w którym wychowały się nasze dzieci. Jesteśmy szczęśliwi, lecz tam nie mamy swoich rodzin, przyjaciół, z którymi się wychowaliśmy, tego brakuje najbardziej. Rodzice, robią się starsi. Z tego powodu chciałbym pomału już wracać do Polski, pójść z tatą na ryby, zabrać rodziców nad morze, bo czasu już nie cofniemy. Myślę, że jeszcze w tym lub maksymalnie za rok i wracamy do Ojczyzny. Nie będzie to łatwe dla nas czy zwłaszcza dzieci, bo szkoły się różnią, Mieszkanie za granicą spowodowało, że nasze pociechy świetnie sobie radzą z językiem angielskim. Mam nadzieję, że przy odrobinie szczęścia, uda się otworzyć i coś swojego w Lubaszu, trzeba myśleć pozytywnie.

Dziękuję za rozmowę.

 

 

To może Cię także zainteresować:

Źródło: GOK Lubasz / Szymon Szwed

 

Poglądy przedstawione w niniejszym materiale są wyłącznie poglądami Autora. Materiał został opublikowany przez Autora - zachowana pisownia oryginalna tekstu. Szczegółowe informacje znajdziesz w Regulaminie. Jeśli uważasz, że niniejsza publikacja jest jego naruszeniem lub narusza ona obowiązujące przepisy prosimy o zgłoszenie tego faktu TUTAJ.

Podoba Ci się to, co robimy?

Postaw nam kawę, a będziemy pracować jeszcze lepiej :)

Przeczytaj także:

DDWLKP.pl PCH24.info PCT24.pl PMI24.info PNT24.info POB24.info PP24.info.pl PSZ24.info PZL24.info

© 2012 - 2017 Dzień Dobry Wielkopolsko. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Logotypy Dzień Dobry Wielkopolsko, PCT24.pl, PSZ24.info, PZL24.info, PCH24.info, PMI24.info, PNT24.info, POB24.info, PP24.info.pl, Chcę być FIT, Skuteczna Reklama Lokalna są znakami powiązanymi z Portalem Dzień Dobry Wielkopolsko oraz jego wydawcą ROZWOJOWI.com, którego są własnością. Mogą być wykorzystywane w celach zgodnych z przeznaczeniem i za zgodą wydawcy. Użytkowanie portalu oznacza zgodę na jego Regulamin oraz Politykę Prywatności.

Używamy plików cookie, żeby ułatwić Ci korzystanie z portalu. Dowiedz się więcej o celu ich używania w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie Portalu.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki